ATV


Bannery wyprawy


 

 

 

 

 

quady

 

 

 

 

 

 

Zakończenie Rajdu - DZIKOWISKO 2016

 

 

Minęło już wystarczająca ilość czasu żeby spokojnie i bez emocji pokusić się o małe podsumowanie tego co się działo w Bieszczadach.

Dzikowisko – co to jest? – No tak … Co to jest? Może więc od początku. Ja tj. Dziki wraz z Tomaszem Kisiołek z Osady Ostoja spotykamy się dość często jak sąsiad z sąsiadem w Bieszczadach  i w trakcie jednego z takich spotkań Tomek powiedział wprost, Dziku zróbmy coś … i zrobiliśmy. Skrzyknęliśmy ekipę, zaprosiłem Kacpra, bo bez niego nie robię nic i zaczęliśmy działać, a że nie mieliśmy wiele czasu to spina była solidna. 

 

Po latach doświadczeń od razu wsadziłem Tomka na wysokiego konia stawiając jeden warunek – to ma być rajd! A jak rajd to tylko taśmowany, żeby zawodnik miał do pokonania konkretną przeszkodę, konkretny trawers czy drapkę. Wiem, że tylko taka forma jazdy daje gwarancję solidnej i uczciwej rywalizacji bez polowania na pieczątki. Nie znaczy to, że jestem przeciwnikiem latania za pieczątkami baaaaa nawet jestem ich fanem, bo taka właśnie rywalizacja daje duża wszechstronność i myślenie. Taśmy jednak wydobywają maksimum techniki i wysiłku z każdego biorącego udział w rywalizacji. Pierwsza edycja Dzikowiska jest za nami i stworzyła swego rodzaju prolog. Coś w rodzaju poligonu doświadczalnego dla kolejnych edycji. Jakie wnioski wypłynęły? O tym za chwilę. 

 

Wpierw polecę po uczestnikach. Panowie wielkie dzięki za obecność i wyzwanie. Jak sami wiecie niebyło łatwo. Do rywalizacji zgłosiło się 33 zawodników, a wystartowało 27, a faktycznie ukończyło … jedynie 10! Jeszcze pięć, dziesięć lat temu wystraszyłbym się, teraz mogę spokojnie ocenić fakt, że rajd ukończyli TYLKO zawodnicy technicznie jeżdżący po górach. Tu nie było żadnych, ale to żadnych przypadków!  Nikt tu nie miał szansy na to, że się uda, że może dam radę, ślizgnę się, lub oszukam system. Weryfikacja była brutalna i oczywista. Gorąco trzymałem kciuki za nowicjuszy lecz za ich: - Nie pojadę, a gdybym to nawet pojechał i tak bym przegrał (z rewelacyjnym) teamem Walda i Piotrka. Należą się małe baty. Walczyć trzeba zawsze, do końca!  Zwłaszcza, iż to doskonała okazja do podglądnięcia technik i czegoś się nauczenia. OES nr 3 przelecony został jedynie przez trzy zespoły górali, nie używając żadnej wyciągarki. Możliwe?  Jak widać tak! Taki mieliśmy plan i jak widać niektórzy go zrealizowali. Niestety byli też tacy, którzy po trzech godzinach wylecieli z gry próbując przejechać ten jakżeby niby „niemożliwy” OES, przekraczając w połowie poza taśmy i odbić się na końcu OESu. W dodatku tłumacząc się dziwnymi pytaniami w stylu: - Czy jest ktoś kto to zrobił? Kto wymyślił OES, który jest nie do przejechania? Otóż tak Panowie, byli tacy co przejechali. Osobiście odebrało mi mowę. Mi i całej grupie chłopaków z którymi tak skrzętnie przygotowywaliśmy trasę. Uzmysłowiło mi brutalną prawdę – olbrzymią dysproporcję umiejętności zawodników, a czasami nawet ich bezradność i braku chęci do walki... Widać to również w innych rajdach, gdzie od dwóch, trzech lat o najwyższe trofea walczą właściwie ciągle jedni i ci sami zawodnicy, a jest ich raptem z dziesięciu. Mam nadzieje, że właśnie DZIKOWISKO stanie się rajdem, w którym będzie można sprawdzić samego siebie ora team-partnera i zweryfikować swój realny poziom jazdy i umiejętności w mocnej jeździe. Właśnie po to wszystko robimy.

 

Co do drugiego dnia – Cross Country. Wyszedł nad wyraz interesująco. Po noccne połowa osób twierdziła: - OK, wystartuję ale już tak spokojnie, bez spiny (zawodnicy musieli uczestniczyć w CC inaczej nie byli by klasyfikowani). Taaaaa… spokojnie… Dobre żarty… Mieliśmy miłe zdziwienie, gdy wszyscy ruszyli równocześnie jak dziki na Dzikowisku :) Warkot ich maszyn rozbrzmiał niczym ryk rozjuszonych bestii. Ja i Kacper liczący czas z początku pomyśleliśmy – popisówa na starcie, ale gdy po 16 minutach zobaczyliśmy Piotrka Witczaka dublującego innego zawodnika na dwóch bocznych kółkach z płonącym błyskiem w oku to szczeny nam opadły. Odbiór zawodników był nad wyraz wspaniały. Rewalizacja pełną parą, a michy raiderów od ucha do ucha. Dzięki wielkie za to! Ścigali się nawet chłopaki na swoich walecznych Eigerach, które dzielnie pokonywały niektóre nawet Bomby. 

 

A teraz podziękowania:

 

Sponsorom – czyli Tomkowi z Osady Ostoi i mi czyli ATV Bieszczady.  My przynajmniej wiedzieliśmy w co wchodzimy ale Dragon Winch i SZEKLA to firmy z którymi współpracuję praktycznie od początku ich działalności i oni musieli nam zaufać. Za to DUŻE dzięki. 

 

Armii pomocników, którzy przez kilka dni w śniegu i deszczu z piłami motorowymi w dzień i w nocy tworzyli z nami Dzikowisko. Dla których wielką nagrodą było obserwować Was-raiderów na trasie, a zwłaszcza tych którzy się nie poddali i wyeksplorowali, każdy centymetr drogi. Panowie wielkie dzięki za to, że spotkałem Was na swojej drodze i dzięki za entuzjazm do tworzenia następnych edycji rajdu.

 

A teraz wnioski. W wyniku waszego zaangażowania, już w tej chwili mogę śmiało zaprosić Was na wiosenną edycję Dzikowiska. Będziecie rywalizować w dwóch klasach mini i max gdzie max będzie miało do pojechania 3 OESy mini i 3 max (tylko dla nich). Najlepsi maja się ujeździć, poczuć smak Bieszczadów w każdej możliwej odsłonie - tej przyjemnej i tej okrutnej pełnej technicznej przepychanki i drapek. 

 

Wiem, że razem stworzymy najcięższy rajd w Polsce i taki w którym będziecie chcieli uczestniczyć oraz doskonalić swoje umiejętności. 

 

Szykujcie sprzęty i do zobaczenia wiosną na DZIKOWISKU organizowanym przy wsłpracy Osada Ostoja i sponsorami Dragon Winch, Szekla i Quadmania.

 

 

Na końcu krótka lista zwycięzców:

 

ETAP NOCNY – Przeprawowy (4OESy i 6h limit czasowy):

 

I miejsce: Bartkowiak Waldemar i Witczak Piotr z czasem 5h 27min – 4 OESy zaliczone

 

II miejsce: Grabowski Stanisław i Mejer Damian z czasem 5h 03min – 3 OESy zaliczone

 

III miejsce: Ciapała Marcin i Jaworski Damian z czasem 5h 52min – 3 OESy zaliczone

 

 

ETAP DZIENNY – Cross Country (5 pętli i 2h limit czasowy):

 

I miejsce: Witczak Piotr z czasem z czasem 40min 18sec 

 

II miejsce: Bartkowiak Waldemar z czasem 42min 02sec

 

III miejsce: Grabowski Stanisław z czasem 46min 54sec 

Autor:Kacper G.







 
Tomasz Kudelka, tel: 0 501 62 22 62, email: info@atvbieszczady.pl,